Septembar 2010 - II. Sarajevo


     Sarajevo zaczyna się zaraz po przestąpieniu progu autobusu, gdy witam się z kierowcą. Naokoło jeszcze Belgrad, a w środku z głośnika lecą pieśni o różach, mahalach i czardakach, pasażerowie mówią miękko i z półuśmiechem, w rozmowach pojawiają się nazwy sarajevskich dzielnic.

Dobrze jest być w Sarajevie.
Powodów jest zawsze mnóstwo. Niezliczone kawy, słodki smak wiśniowej shishy, przepyszne bośniackie torciki, barmani z czerwonej kawiarni, długie rozmowy nad rzeką, dziewczyny wystrojone na Bajram, łapanie taksówki w ścinającej z nóg ulewie, wyprawa na szczyt wzgórza, z którego widać całe Sarajevo, mimo, że mgła jest gęstsza od mleka, rakija, po której ciężko znaleźć drogę, a przede wszystkim historie, opowiadane z tym melodyjnym akcentem. I poczucie humoru, które określić może tylko jedno słowo - przedziwne.
























August/Septembar 2010 Crna Gora


Autostopem do Czarnogóry.







Trasa: Beograd-Bijelo Polje-Sutomore-Bar-Dobra Voda-Ulcinj-Bar-(Budva)->Herceg Novi-Tivat-(Budva)-Podgorica-Beograd










 








Kilka refleksji:
  • Po Czarnogórze stopuje się szybko i przyjemnie-nawet we trójkę.  Nawet z ogromnymi plecakami!     
  • Spędzić pierwszowrześniowy poranek na plaży-bezcenne.
  • Dobra Voda - mistrz wśród czarnogórskich plaż. Polecam. 
  • Jeśli w przewodniku turystycznym jest napisane, że w Tivacie nie ma  nic ciekawego - należy uwierzyć na słowo.




Post scriptum:
Ciężko jest znaleźć w  Czarnogórze kapele grające rocka - niektórzy twierdzą, że w ogóle takich nie ma.  
A jednak, można dotrzeć do nielicznych wyjątków... na przykład był kiedyś taki zespół z Podgoricy, Gospoda Glembajevi, w klimatach bardzo zbliżony do tego, co robiła belgradzka EKV.








August 2010 - IV. Batajnica, Wyścigi motorów


     Pod koniec sierpnia sporo się działo. Przede wszystkim Beerfest - ogromna piwno-muzyczna impreza, odbywająca się od paru lat na belgradzkim Uszciu (Ušće to miejsce, gdzie Sava wpływa do Dunaju, ale nazwą tą określa się część dzielnicy Novi Beograd, rozpościerający się przy nabrzeżu). Dawniej Beerfest odbywał się na Kalemegdanie, w pobliżu zoo, ale w 2007 roku jeden z uczestników został przerzucony przez ogrodzenie jednej z klatek i zjedzony przez niedźwiedzie tybetańskie. Ten incydent zadecydował o zmianie miejscówki. 
Organizatorzy Beerfestu starają się, by impreza była kojarzona z muzyką rockową i ściągają całą śmietankę gatunku - zarówno legendy ex-ju, jak i młodsze pokolenie. Dla mnie bomba - okazja, by za jednym zamachem obejrzeć całkiem sporo pozycji z jugo-wishlisty. Z drugiej strony trzeba przeboleć tłum, ścisk,  piwo z plastiku (zanim doniesiesz, pół zdążysz wylać), dymówę z grilli  i walające się wszędzie śmieci.
Tydzień po Beerfeście odbył się zlot motocyklowy na Adzie. Pojechaliśmy tam w sobotni wieczór. Mała scena, pod nią jakaś setka ludzi, jakaś kapela coverująca Led Zeppelin, potem Osvajači, którzy dali bardzo dobry koncert. Zaczęło padać, ale to tylko mocniej zintegrowało zlociarzy.
Wracaliśmy na Zemun o wschodzie słońca. W niedzielę koło południa zadzwonił M. - czy nie przejadę się z nim do Batajnicy na wyścigi motorów. Pytanie retoryczne:)